Zdrowie psychiczne

Terapia Akceptacji i Zaangażowania (ACT) zakłada, że zdrowie psychiczne nie polega na braku negatywnych myśli i przykrych uczuć, niezależnie od ich źródła, lecz na poczuciu prowadzenia życia zgodnego z własnymi wartościami.  Pod tym względem terapia ta różni się od podejść, w których obecność negatywnych myśli czy przykrych uczuć uważana jest za kliniczny problem, zwłaszcza gdy uczucia te nie są uzasadnione aktualną sytuacją pacjenta.

Terapia Akceptacji i Zaangażowania opiera się na badaniach naukowych pokazujących, że ludzki umysł posiada właściwości niedostępne innym gatunkom żyjącym na naszej planecie i dlatego eliminacja cierpienia psychologicznego, w przeciwieństwie do cierpienia fizycznego, nie jest w przypadku ludzi możliwa. W odróżnieniu od zwierząt, które są w stanie unikać cierpienia w sposób sytuacyjny (np. uciekając przed zagrożeniem lub fizycznie likwidując źródło bólu), właściwości ludzkiego umysłu powodują, że w każdej chwili i w każdym miejscu mamy potencjalny dostęp do bolesnych treści psychicznych. I nie da się z tym nic zrobić.

Ludzie obdarzeni są na przykład doskonałą pamięcią i nie są w stanie wymazać z umysłu wspomnień – ani tych przyjemnych, ani tych bolesnych.  A ponieważ nikt nie może przeżyć życia nie doświadczając w jakimś jego momencie straty, bólu, goryczy, porażki czy zawodu, wspomnienia tych doświadczeń towarzyszą nam przez resztę życia. Te wspomnienia są jak kamień tkwiący w bucie, który przy każdym kroku przypomina boleśnie o swoim istnieniu.

Co więcej, ból emocjonalny zadają nam nawet zdarzenia, których jeszcze nie doświadczyliśmy, ale wiemy, że nastąpią. W odróżnieniu od wszystkich innych stworzeń na naszej planecie, jesteśmy na przykład świadomi nieuchronności własnej śmierci oraz śmierci wszystkich, na których nam zależy. Nie, nie myślimy o tym przez cały czas, ale wystarczy nam zetknięcie się z cudzą śmiercią lub z własną chorobą a świadomość przemijania natychmiast pojawia się przed naszymi oczami.

Potrafimy też konstruować scenariusze zdarzeń, które nigdy nie nastąpiły (i prawdopodobnie nie nastąpią) i obawiać się, że staną się naszym udziałem („a co jeśli…”). Zdecydowana większość katastrof i nieszczęść, które zatruwają ludziom życie to te, które się nigdy nie wydarzyły i nie wydarzą.

Mamy też tendencję do ciągłego porównywania i oceniania rzeczy i zdarzeń. Dotyczy to niestety również porównywania siebie z innymi, zwłaszcza gdy ponosimy porażki życiowe.

No i oczywiście porównywanie własnej, rzeczywistej sytuacji z taką, w której chcielibyśmy być i którą podsuwa nam nasza wyobraźnia. Nawet jeśli sytuacja, w której się znajdujemy zawiera pozytywne aspekty, porównywanie jej z czymś czego pragniemy potrafi te aspekty skutecznie przytłumić.

To tylko kilka wariantów treści psychicznych mogących zadać ludziom psychiczny ból w sytuacjach, które w sensie fizycznym są zupełnie bezpieczne, a nawet przyjemne. Wyobraźmy sobie na przykład kogoś, kto spaceruje plażą i delektuje się pięknym widokiem zachodzącego słońca. Wszystko byłoby OK gdyby nie uświadomił sobie nagle, że jakiś czas temu spacerował podobną plażą z ukochaną osobą, którą los wyrwał z jego życia. Przyjemność zamienia się wtedy w mgnieniu oka w cierpienie, mimo że plaża i zachód słońca nie zmieniły się ani na jotę.

Powszechność ludzkiego cierpienia spowodowana jest przez dokładnie te same procesy psychologiczne, które są podstawą naszej inteligencji, a konkretnie naszej zdolności do uczenia się (wymagającej doskonałej pamięci) i planowania własnych działań (wymagającej przewidywania, porównywania i oceniania). Można zatem powiedzieć, że podatność na cierpienie psychiczne jest atrybutem bycia istotą ludzką i miarą człowieczeństwa. Jest to w gruncie rzeczy konkluzja, która w takiej lub innej formie od tysiącleci obecna była w założeniach największych systemów religijnych świata.

A wszystkiemu winna jest … ewolucja. To ona wyposażyła nasz gatunek w zdolność przewidywania przyszłości na podstawie przeszłości oraz planowania własnych działań tak, byśmy mogli unikać zagrożeń i osiągać pożądane cele. Zdolności tej nie posiada żaden inny gatunek na naszej planecie. To dzięki tej zdolności ludzie, w odróżnieniu od pozostałych gatunków, nie muszą doświadczać bolesnych zdarzeń, żeby nauczyć się ich unikać.  Nie musimy na przykład doświadczyć porażenia prądem, żeby unikać dotykania przewodów elektrycznych. Nie musimy też doświadczyć topienia się, żeby unikać wchodzenia na cienki lód.  Możemy planować własne działania przewidując ich konsekwencje. Żaden inny gatunek tego nie potrafi.

Te właściwości ludzkiego umysłu dały naszemu gatunkowi ogromną przewagę nad innymi gatunkami i pozwoliły nam podporządkować sobie planetę. Ludzie nie mają naturalnych wrogów a nasza dominująca pozycja wśród gatunków żyjących na ziemi nie może zostać zagrożona. Ale nasz sukces ewolucyjny ma swoją cenę. To właśnie kreatywne właściwości ludzkiego umysłu powodują, że możemy bez końca przeżywać raz zadany nam ból oraz doświadczać cierpienia, które w sensie fizycznym nigdy się nie wydarzyło i być może nie wydarzy. Zwierzęta tego po prostu nie potrafią.

Z punktu widzenia Terapii Akceptacji i Zaangażowania istnieją dwa rodzaje cierpienia: (1) pierwotne czyli to, którego nie sposób uniknąć, bo jest „produktem ubocznym” naszej inteligencji oraz (2) wtórne, czyli  to które spowodowane jest próbami wyeliminowania oraz patologizowaniem cierpienia pierwotnego. To właśnie eliminacja cierpienie wtórnego, a nie pierwotnego, jest celem Terapii Akceptacji i Zaangażowania.

Jak powstaje cierpienie “wtórne”?

Przewidywanie przyszłości na podstawie przeszłości oraz planowanie własnych zachowań, tak aby mieć kontrolę nad biegiem wypadków, może być skuteczne jedynie w odniesieniu do rzeczywistości fizycznej. Jednak ta sama umiejętność zastosowana w odniesieniu do rzeczywistości psychologicznej jest nie tylko nieskuteczna, ale jest jednym z najbardziej “toksycznych” procesów psychologicznych.

Gdy pewne doświadczenia wewnętrzne, na przykład niektóre myśli, uczucia lub doznania oceniamy jako “problem”, zaczynamy stosować wobec nich strategie “rozwiązywania problemów” polegające na próbach ich eliminacji lub kontroli. I w tym momencie zaczynają się nasze prawdziwe problemy. Próba kontroli własnego doświadczenia prowadzi bowiem do uwikłania się w beznadziejną i wyniszczającą walkę z czymś, czego kontrolować się nie da (spróbuj zapomnieć o…; spróbuj nie czuć…; spróbuj nie myśleć o….). Ta walka z niechcianą częścią własnego doświadczeni określana jest w Terapii Akceptacji i Zaangażowania mianem “unikania doświadczania” (po angielsku: experiential avoidance).

Z unikaniem doświadczania w sensie klinicznym mamy do czynienia wtedy, gdy motywem naszych zachowań są próby zmiany, kontroli lub uniknięcia własnych myśli, wspomnień lub emocji – nawet wtedy, gdy próby takie prowadzą do skutków sprzecznych z naszymi osobistymi wartościami i celami życiowymi. Na przykład, unikając lęku przed oceną i odrzuceniem, możemy zrezygnować z próby zainicjowania nowej znajomości i pozbawić się szansy na zawarcie nowej przyjaźni lub stworzenie związku.

Osoby angażujące się w unikanie doświadczania bywają czasem tak pochłonięte ucieczką przed własnymi uczuciami i walką z zawartością własnych umysłów, że absorbuje to całą ich energię i organizuje cały czas. Konsekwencją jest zawężenie aktywności życiowej i zubożenie repertuaru zachowań.  Wykluczone zostaje każde działanie, które mogłoby prowadzić do przeżywania niechcianych emocji, myśli lub wspomnień. Osoby takie zapominają o tym, czego tak naprawdę pragną i co jest dla nich ważne w imię rozpaczliwych prób unikania tego, czego nie chcą czuć lub myśleć. Życie traci wtedy witalność, kierunek i sens, a krótkotrwałe chwile ulgi spowodowanej udaną ucieczką od własnego doświadczenia zastępują radość i poczucie sensu życia, które mogłoby dać podążanie za wybranymi przez siebie wartościami i celami.