Wstyd – część 2: Strażnik

Jak pisałem w poprzednim blogu, ludzie zgłaszający się na terapię często doświadczają wstydu. Wstyd jest jednym z najbardziej toksycznych składników psychoterapii i może podważyć cały jej proces. Czemu? Bo uderza w fundament – jakość relacji terapeutycznej.

Czym jest wstyd?

Żeby skutecznie radzić sobie z fenomenem wstydu w terapii (i w życiu), trzeba najpierw zrozumieć czym on właściwie jest. Dlaczego ludzie doświadczają wstydu?

Z ewolucyjnego punktu widzenia wszystkie nasze emocje czemuś służą. Mówiąc inaczej, każda z emocji ma określoną funkcję. Gdyby tak nie było, ewolucja by je wyeliminowała. Po prostu ci, którzy doświadczają szkodliwych emocji, nie przekazaliby swoich genów dalej. Reguła jest dość prosta: skoro coś mamy, to znaczy, że jest to nam potrzebne, a przynajmniej było potrzebne naszym przodkom. Czemu zatem miałby służyć wstyd?

Gdy mówimy o wstydzie, mamy zwykle na myśli nieprzyjemne uczucie. I to jest pierwsze nieporozumienie. Ucisk w dołku, palące policzki i chęć, żeby się stać niewidzialnym, to tylko subiektywny aspekt wstydu. To wierzchołek góry lodowej – ta część, której doświadczamy świadomie. A co się znajduje pod powierzchnią?

Wstyd to dużo więcej niż przykra emocja. To złożony mechanizm motywacyjny, który reguluje zachowania ludzkie tak, by wzmocnić spójność grupy. Taka jest jego funkcja biologiczna wykształcona w toku ewolucji. Gdy doświadczasz wstydu, to nie jest to coś, co dzieje się pod powłoką twojej skóry. To proces, który zachodzi pomiędzy tobą i innymi ludźmi oraz pomiędzy tobą i grupą.

Korzenie biologiczne wstydu

W odróżnieniu od innych gatunków, istoty ludzkie nie są wyposażone ani w ostre kły, ani w pazury czy rogi, którymi mogłyby się bronić. Nasza skóra nie ma łusek ani sierści, więc jest mało odporna na czynniki atmosferyczne. Łatwo nas zranić i zadać ból. Potrafimy się nawet poranić o zwykłe zarośla (mi się to w każdym razie udało). Ludzkie potomstwo nie jest w stanie przeżyć bez opieki dorosłych jeszcze przez wiele lat po urodzeniu. Bijemy pod tym względem wszystkie znane rekordy w świecie zwierząt.

A jednak ten fizycznie niedoskonały gatunek nie tylko przetrwał na Ziemi, ale całkowicie zdominował planetę. Jest jedynym, który nie ma wrogów naturalnych. Niesamowite! Jak to się stało?

No cóż, dobrze rozwinięte płaty czołowe na pewno nam w tym pomogły. OK, możemy być z nich dumni. Ale dla przetrwania naszych przodków kluczowa była współpraca z innymi, a nie wielkość mózgu. W pojedynkę nie mieli żadnych szans na przetrwanie, obojętnie jak bardzo byli inteligentni. Dwadzieścia tysięcy lat temu nawet najbardziej inteligentny myśliwy nie upolowałby sam mamuta. A co z obroną przed wilkami lub innymi ludźmi?

To współpraca jest prawdziwą siłą naszego gatunku i była nią przez tysiące lat. Obrona przed drapieżnikami i wrogami, opieka nad potomstwem i chorymi, zdobywanie pożywienia i gromadzenie zapasów – nie byłyby możliwe bez współpracy z innymi. A współpraca nie byłaby możliwa bez dzielenia się tym, co zdobyte. Jesteśmy po prostu gatunkiem społecznym, jak banalnie by to nie brzmiało.

Ale dzielenie się i współpraca nie zawsze są fajne. Bardzo często zdarza się, że interes społeczności jest w oczywistym konflikcie z naszym osobistym interesem. Nic się pod tym względem nie zmieniło w ciągu tysięcy lat. Kto lubi płacić podatki?… To było retoryczne pytanie.

Przez pierwsze tysiąclecia gatunku ludzkiego nasi przodkowie żyli w niewielkich plemionach. Dla każdej jednostki to kusząca perspektywa, żeby zagarniać wszystkie dobra dla siebie. Problem w tym, że żadna grupa nie istnieje w kompletnej izolacji.

Konkurencję o ograniczone zasoby zawsze wygrywały te społeczności, w których współpraca i harmonia wygrywały z wewnątrzgrupową rywalizacją i egoizmem. Spójność i lojalność – to był klucz do przetrwania. Plemiona, których członkowie przedkładali interes własny nad interesem całej społeczności, nie miały na dłuższą metę szans w konkurencji z grupami bardziej spójnymi. To trochę jak w grach zespołowych: wygrywają drużyny dobrze zgrane, w których każdy zawodnik zna swoje miejsce i rolę, i wspiera kolegów, a nie te, w których każdy jest „gwiazdą meczu”. Ta druga opcja jest jak koncert symfoniczny, w którym każdy muzyk gra partię solo – to kakofonia.

Jak zatem zmotywować jednostki do współpracy wtedy, gdy wymaga to od nich wyrzeczenia, rezygnacji i samokontroli? Na pewno nie agresją i kontrolą – to jest mało ekonomiczne z biologicznego punktu widzenia.

Skoro nasi najstarsi przodkowie skazani byli na życie we wspólnocie, a jej spójność decydowała o ich przetrwaniu, ewolucja doskonale przystosowała do tego ich mózgi. Nasz mózg jest zatem „mózgiem społecznym”. To organ niezwykle wrażliwy na każdy sygnał świadczący o jakości naszych relacji z innymi i o naszej pozycji w grupie.

Niewidzialny strażnik

Wstyd to po prostu wewnętrzny, biologiczny strażnik spójności grupy. Aktywowany jest przez dezaprobatę społeczną – rzeczywistą, przewidywaną lub taką, którą sobie tylko wyobrażamy. To reakcja emocjonalna, fizjologiczna i behawioralna na potępienie i obniżenie naszej wartości w oczach innych.

Wstyd chroni jednostkę przed degradacją społeczną, ostracyzmem, odrzuceniem i wykluczeniem z grupy. Ale przede wszystkim, wstyd zabezpiecza grupę kosztem jednostki. To jeden z najsilniejszych, nie zawsze świadomych motywatorów zachowań społecznych.

Powodem do wstydu może być dosłownie wszystko, co wywołuje dezaprobatę społeczności, do której należymy. Dlatego lista jego potencjalnych źródeł jest nieskończona i zmienia się ze środowiska na środowisko. Niektóre z tych źródeł są bardziej uniwersalne i powszechne, inne ograniczone do małych, hermetycznych grup. To co w jednej grupie lub kulturze jest źródłem wstydu i dezaprobaty, w innej może być źródłem dumy i wysokiego statusu.

Wstyd ma przede wszystkim działanie prewencyjne: nie robimy rzeczy, których musielibyśmy się wstydzić. A gdy już zrobimy …

Przebaczenie

Odczuwając wstyd pragniemy uniknąć uwagi ze strony innych, zniknąć lub stać się niewidzialni. Chcielibyśmy dosłownie zapaść się pod ziemię i staramy się być niezauważalni. Intensywne uczucie wstydu powoduje zaburzenia uwagi, dezorganizację zachowania i wrażenie dezorientacji porównywalne ze stanami psychozy. Jednym słowem, pod wpływem wstydu przestajemy być konkurencją i zagrożeniem.

Jednak wstyd reguluje nie tylko zachowanie jednostki. To zaledwie połowa jego funkcji. Wstyd wpływa również na zachowanie grupy wobec jednostki, która się wstydzi. To dlatego niewerbalne sygnały wstydu są aż tak wyraźne i trudno je ukryć: unikanie wzroku innych i patrzenie w dół, zapadnięta klatka piersiowa, głowa pochylona lub schowana w ramiona, czasami zarumienione policzki, zakrywanie twarzy ręką.

Niewerbalne sygnały wstydu powstrzymują agresję. Są sygnałem, że jednostka, która złamała normy, żałuje tego, co zrobiła. To jak niewerbalna prośba o przebaczenie. Dlatego osoby poddawane publicznej karze hańby pod pręgierzem przywiązywane były tak, żeby nie móc spuścić głowy i okazać skruchy. To była wyjątkowo okrutna kara z psychologicznego punktu widzenia.

Jaskiniowcy w internecie

OK, skoro wstyd ma swoją funkcję, to co jest problemem?
Otóż problemem jest to, że ewolucja doskonale przystosowuje organizmy do …. przeszłości, a nie do przyszłości. Gdyby było inaczej, sarny rozglądałyby się przed przejściem przez jezdnię. Ale gdy powstawał ich gatunek, nie było żadnych jezdni.

Warunki, w jakich dzisiaj żyjemy, różnią się radykalnie od warunków, w jakich żyli pierwsi ludzie. Od krzesania ognia do wirtualnej rzeczywistości przebyliśmy szmat drogi. Technologia i układy społeczne ciągle się rozwijają, ale o naszych mózgach nie możemy powiedzieć tego samego. Neurofizjologia ludzkiego mózgu jest dzisiaj dokładnie taka sama jak wtedy, gdy mieszkaliśmy w szałasach i jaskiniach.

Lęk przed oceną, odrzuceniem i wykluczeniem kieruje dzisiaj ludźmi z równie potężną siłą jak wtedy, gdy wyrzucenie poza społeczność oznaczało wyrok powolnej śmierci. Spójrz, jak reagują ludzie, gdy grozi im wykluczenie z facebookowej grupy osób, których nigdy w życiu nie spotkali. Albo gdy inni odlajkowują ich wpisy. Czy to nie absurd bać się oceny kogoś, kogo nigdy nie spotkasz?

Dlatego, chociaż wstyd nadal pomaga nam nawigować w skomplikowanym świecie relacji społecznych, czasami powinien być traktowany jak atawistyczne echo początków naszego
gatunku. Gdy je słyszymy, musimy wyłączyć ewolucyjnego autopilota i przejść na nawigację ręczną.

Więcej na ten temat w kolejnym odcinku.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.