Wstyd – część 1: Spotkanie

Czy wstyd jest wstydliwym tematem? Przeglądając literaturę psychologiczną można odnieść takie właśnie wrażenie. Ilość publikacji naukowych i popularnonaukowych dotyczących wstydu jest nieproporcjonalnie mała w stosunku do powszechności tego psychologicznego fenomenu. Łatwiej jest pisać o miłości, samotności lub technikach manipulacji, zapominając że wstyd jest psychospołecznym procesem, który wpływa na każdą sferę naszego życia. Są oczywiście na rynku wydawniczym wyjątki, jak książka Paula Gilberta „Shame”, ale nie ma ich zbyt wiele.

Wstyd pomijany jest wstydliwym milczeniem również w literaturze pięknej. Choć i tutaj – podobnie jak w literaturze fachowej – spotykamy wyjątki:

– Co ty tu robisz? – spytał Pijaka Mały Książę.
– Piję – odpowiedział ponuro Pijak.
– Dlaczego pijesz? – spytał Mały Książę.
– Aby zapomnieć – odpowiedział Pijak.
– O czym zapomnieć? – zaniepokoił się Mały Książę.
– Aby zapomnieć, że się wstydzę – stwierdził Pijak, schylając głowę.
– Czego się wstydzisz? – dopytywał się Mały Książę.
– Wstydzę się, że piję – zakończył rozmowę Pijak.
Na podstawie: Antoine de Saint-Exupery „Mały Książę”

Spotkanie ze wstydem

Jakiś czas temu zawitał do mojego gabinetu klient zmagający się z depresją. Za namową lekarza rodzinnego zdecydował się na terapię i przyszedł do mnie na swoją pierwszą konsultację. Taka wstępna rozmowa ma zwykle na celu wzajemne poznanie się terapeuty i klienta, zebranie podstawowych informacji i sformułowanie pierwszych celów wspólnej pracy. Nazywamy to tworzeniem przymierza terapeutycznego.

W trakcie konsultacji okazało się, że dla mojego gościa jest to nie tylko pierwsze spotkanie ze mną, ale w ogóle pierwsze w życiu spotkanie z psychoterapeutą, więc część rozmowy – jak zwykle w takich sytuacjach – poświęciliśmy jego oczekiwaniom i wyobrażeniom na temat terapii.

Robiąc notatki widziałem, że cała sytuacja jest dla niego trudna. Oddychał płytko i nierówno, jak przy dużym wysiłku. Siedział prawie nieruchomo i łatwo zauważyłem, że jego ciało jest napięte, a głowę chowa w ramiona. Gdy mówił o sobie i swoich problemach, rzucał mi czasem przelotne spojrzenia, ale przez większość czasu patrzył gdzieś daleko przed siebie.
Z kolei, gdy ja mówiłem, zasłaniał twarz ręką poprawiając okulary lub pocierając brodę i czoło. Sprawiał wrażenie kogoś, kto czuje się niewygodnie we własnej skórze i zdawało mi się, że chciał się ukryć przed moim wzrokiem, jakby chciał zniknąć lub stać się dla mnie niewidzialny. Wyglądało, jakby chciał się zapaść pod ziemię i to dosłownie.

Po spotkaniu odprowadziłem mojego klienta do drzwi i pożegnaliśmy się, umawiając na kolejną wizytę. Stojąc już w progu z ręką na klamce, zawahał się przez chwilę, odwrócił w moją stronę i patrząc mi tym razem prosto w oczy powiedział: „Wiesz, w drodze do twojego gabinetu bałem się tylko jednego. Bałem się, że usłyszę: weź się w garść! Dziękuję”…

Nasze spojrzenia spotkały się i przez chwilę staliśmy razem w milczeniu. Dla mnie te kilka sekund milczenia miało większą wagę niż poprzednie 60 minut rozmowy. Wiedziałem, że w tym momencie znaleźliśmy się po tej samej stronie barykady, która oddziela od siebie czasem nawet najbliższych ludzi. Barykady, którą jest wstyd.

Ale co właściwie znaczyły słowa klienta?
Dla wielu osób zwrócenie się o pomoc psychologiczną związane jest z doświadczeniem wstydu. Takie jest przesłanie naszej kultury: złamana noga uprawomocnia szukanie profesjonalnej pomocy, złamane serce – niekoniecznie. W trakcie kolejnych sesji poznałem historię życia klienta i zrozumiałem, że oczekiwał, iż spojrzę na niego z wyższością, okiem krytyka i sędziego. Spojrzeniem, do którego już się w życiu przyzwyczaił.

Gdy zadawałem mu standardowe pytania diagnostyczne, w jego uszach brzmiało echo krytyki i zawstydzania, którego często doświadczał w dzieciństwie i które bynajmniej nie omijało go ze strony bliskich w życiu dorosłym. Jeden z powtarzających się wątków tej krytyki można by streścić właśnie w słowach ”weź się w garść!” – jakby całe nieszczęście tego świata brało się z tego, że ludzie „za mało się starają”.

Obarczanie ludzi winą za ich własne nieszczęścia i niepowodzenia jest niestety dość częste w naszym społeczeństwie. W kontekście doświadczeń życiowych, mój klient spodziewał się podobnej postawy również z mojej strony. Miał zresztą powody, żeby być ostrożnym. W końcu, gdy ujawniamy innej osobie nasze skryte uczucia i prawdziwe myśli stajemy się psychologicznie obnażeni i jeszcze bardziej podatni na zranienie. Czy inni zaakceptują nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy pod maską społecznej poprawności? Terapeuta może w takiej sytuacji łatwo dolać oliwy do ognia wstydu, który od środka trawi klienta. Niekoniecznie celowo i niekoniecznie świadomie. Większość ludzi, których ranimy w życiu zostaje przez nas zraniona bez złych intencji. Mnie tym razem udało się tego nie zrobić.

Kolejna część tekstu już w przyszłym tygodniu.

Comments

  1. Małgorzata Bagrij

    Bardzo dziękuję.Cenne przemyślenia. cieszę się, że po polsku, bo mogę skorzystać. pozdrawiam

  2. Kasia

    Dziękuję za podzielenie się i czekam na ciąg dalszy 🙂

  3. Adriana Kucmin

    Ciekawy artykuł – dziękuję. Pobudził mnie do refleksji, że faktycznie już samo korzystanie z pomocy psychologicznej jest często obarczone wstydem. Wstydem przed specjalistą i ujawnianiem swoich spraw, wstydem przed tymi którzy mogliby się dowiedzieć, że w ogóle korzysta się z pomocy psychologa/psychoterapeuty, że się potrzebuje… że się odczuwa… że się sobie „radzi”/”nie radzi”…. Wstyd – jaka to ciekawa emocja. Jeśli chodzi o publikacje to dodałabym wśród ich autorów Brene Brown (https://brenebrown.com), z jej słynnym wykładem TED (https://www.ted.com/talks/brene_brown_listening_to_shame/transcript) i wcześniejszym o wrażliwości (https://www.ted.com/talks/brene_brown_on_vulnerability?language=pl)

  4. jburdelas

    Ciekawe podejście do problemu wstydu, który często stanowi barierę w kontaktach międzyludzkich i utrudnia dotarcie do własnych emocji

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.